Facebook Gplus RSS
Home Blog o Legii Legia Pogoń, mecz przyjaźni, race, oprawa i znów karne!
formats

Legia Pogoń, mecz przyjaźni, race, oprawa i znów karne!

Published on 22 kwietnia 2013

Dziwna sprawa z tą Legią Warszawa. Niby lider od 17 kolejek, kolejny mecz wygrany, ale jak oglądam ostatnio mecze Legii to zaczyna brakować mi wiary w następne zwycięstwo. Podobno nie ważne czy mecz jest ładny, czy brzydki, czy grany fair play, czy nie. Liczy się wynik na końcu. Do mnie to nie przemawia. To co działo się w meczu na Łazienkowskiej umacnia moje obawy, że Legia tak jak w zeszłym roku nie da rady. Niestety moje zaufanie wyczerpało się w zeszłym sezonie. Nie uwierzę w żadne gadki, że Legia zdobędzie mistrzostwo, dopóki go nie zdobędzie. To, że Legioniści mogą mieć potrójną koronę zamiast napawać mnie dumą i sprawiać, że mniemanie o tym zespole wzmacnia się, sprawia, że coraz bardziej się boję o każdy wynik, a każdy mecz widzę w czarnych barwach.

Mecz przyjaźni. Nie wyglądało to tak, ani tak tego nie odczuwałem. Raczej odbierałem to jak słabowitą Legię, nie potrafiącą w kolejnym meczu wyprowadzić groźnej akcji, która kończy się golem. Wynik 3:1 dla Legii nie oddawał tego co się działo na boisku. W pierwszej połowie Pogoń strzeliła na 0:1 i bardzo dobrze, bo Legioniści jak nie dostaną bramki, to nie nadają się do jakiejkolwiek rywalizacji. Kolejny raz trafia się zespół, który Legia powinna zmiażdżyć. Mocno pressingiem uderzyć, zajechać Pogoń kondycyjnie, strzelić dwie – trzy bramki i dociągnąć wynik do 90 minuty… ehh szlag by trafił to co się tam działo.

Druga połowa i te dwa śmieszne karne, szkoda gadać. Radović mógłby wykonywać karne, przynajmniej śmiesznie by było. A tak to w parę minut dwa karne i 2:1 dla Legii. Znów ta sama żenada. Dobrze, że Tomasz Brzyski strzelił na 3:1, choć jedna bramka z akcji… ufff… Pan Tomasz, gdyby nie 27 urodziny Vladimira Dvalishviliego, byłby wyróżniającą się postacią w meczu. Piękna aktorska gra w polu karnym zaowocowała wapnem, które wykorzystał Dvalishvili. Vlado wyróżniał się w całym meczu, niczym czołg forsował do przodu. Widać było wiarę w siebie i chęć zdobycia niejednej bramki. Gdzieś tam przytemperował go obrońca Pogoni i latał z sączkiem w nosie, ale jako jedynemu chyba chciało się grać w tym meczu. No może jeszcze Jędrzejczyk kilka razy błysnął. Dobrze, że Dvalishvili strzelił z karnego brameczkę, swoją jedenastą w sezonie. Ljuboja, który na szczęście wszedł z ławki w 74 minucie już dawno zablokował się i nie strzela bramek. On w ogóle jest już spalony w naszej Lidze. Każdy już wie jak go ograć i na co go stać, sędziowie nie nabiorą się już na jego spalone ani na machanie łapkami. Z meczu to jedynie pamiętam, że wszedł na boisko, był raz na spalonym i raz zatrzymał świetnie zapowiadającą się akcje. No i tyle z Ljuboji.

Przyjacielski mecz odbył się zatem wyłącznie na trybunach. Hordy portowców napłynęły do Warszawy i to było widać oraz było czuć. Niestety duża część kibiców Pogoni bardzo mocno wyróżniała się w tłumie na swoją niekorzyść oczywiście. Ponieważ Legia z Pogonią mają zgodę to powstrzymam się od negatywnych opisów. Mam nadzieję, że Legioniści lubiący ostre melanże zadowoleni są z przyjazdu Braci na Pepsi Arenę. Ja chyba jestem za stary na takie osiedlowe akcje.

Mnie jedynie zadowalała frekwencja. Czuć było ją w przerwie, ale i w całym meczu. Masa osób, które przyszły na stadion była pierwszy raz. Świeżynki dumnie kroczyły z biletami i popcornem w poszukiwaniu miejsca siedzącego. Najfajniejszy jest moment, kiedy okazuje się, że to miejsce jest zajęte. Są prośby, potem groźby, następnie latanie po stewarda tylko po to, by usiąść w zakupionym przez siebie miejscu. Nie ważne, że dwa miejsca dalej jest pusty rząd. Miło mi się ogląda takie przygody na Pepsi Arenie.

Duża liczba kibiców cieszy oko. Pełna żyleta daje wiarę, w moc dopingu, mecz z przyjacielskim zespołem tworzy namiastkę pikniku i… tyle. Śpiewanie, które dochodziło z Żylety było mocno naciągane, widać, że nowe miksy Legijnych przyśpiewek nie były ćwiczone. Że kibice przyjechali dzień wcześniej i są po melanżu a część nie przyzwyczajona jest do zdzierania gardeł. Jednym słowem słabiutko, jak na mecz przyjaźni i wielką fetę. Do tego dochodzi oprawa podwójnie wyciągana. Która jak się pojawiła nierozciągnięta to wyglądała jak skarpetka świętego mikołaja. Dopiero po dłuższej chwili bardzo powoli została naciągnięta na żyletę:

Oprawa Legii na meczu z Pogonią Szczecin

fot. by: Wojciech Dworzyński z Legia.com.pl

No i te race. Ehhh… Zamiast użyć ich wraz z oprawą, na obwodzie pięknego napisu LEGIA, to zostały odpalone po jej schowaniu. Odliczanie od dziesięciu wzmogło apetyt na coś ekstra, a zostało od tak sobie odpalonych kilkanaście rac. Słabe, nieprzemyślane. Każdy potrafi wejść na stadion, założyć bandytkę i z paroma kolegami odpalić race. Ale kiedy dostaje się pozwolenie na używanie rac, to trzeba to zrobić w sposób przemyślany, z fantazją. Takie odpalanie rac, jak było na Żylecie, może być w pierwszej lidze, ale nie powinno być w Legii. Nie przy tym poziomie kibicowskim. Powinno przekonywać ludzi, że race dają pieprzu do oprawy, są wisienką na torcie,  że są piękne, bezpieczne i uatrakcyjniają występ, a tak to wyglądało:

Race w meczu Legia Warszawa Pogoń Szczecin

więcej fajnych fotek Wojtka Dworzyńskiego znajdziecie na Legia.com.pl gorąco zapraszam

Nie wiem co w tym fajnego, żal, że zostały tak odpalone od czapy, mimo to ludziom bardzo się to spodobało. Tuż po zapaleniu się rac słychać było wzmożony ruch na trybunach. Każdy kto miał jakikolwiek rejestrator wyjął go i próbował sobie zrobić pamiątkę, pytanie tylko po co?

Kibice nagrywający odpalone race na Legii

Rzesza kibiców robiących słitaśne filmiki i fotki odpalonych rac na Żylecie

Dopełnieniem tego spektaklu były monotonne i w sumie słabe śpiewy Legia Pogoń, Pogoń Legia. Mimo meczu przyjaźni doping powinien koncentrować się bardziej na Legii w dodatku kiedy przegrywa się pierwszą połowę. Legia gra o mistrza i to trzeba czasem jej uświadomić, pojechać z ostrym dopingiem. Klepanie tej samej przyśpiewki wychodziło miernie. Śmieszne jest również to, że gniazdowy wrzuca przyśpiewki, których nikt inny poza Żyletą nie zaśpiewa. Kazanie ludziom na całym stadionie wstać i śpiewać razem „Hanior pedał” mija się z celem, tak  jak kilkukrotne powtórzenie dowolnej przyśpiewki. Kibice przychodzą na mecz a nie pośpiewać. Pośpiewać można na Żylecie. To bardzo różni jednych od drugich przy Łazienkowskiej i to powinien gniazdowy mieć na uwadze. Bo umiejętne kierowanie dopingiem to nie puszczanie przyśpiewek jednej po drugiej a raczej aktywne uczestniczenie w meczu i w tym co się dzieje.

Wracając do frekwencji, ludzi było sporo ponad 21,4 tysięcy przyszło na stadion. Ale znowu licznik na Legia.com oszukuje. Ponoć ponad 25 tysięcy osób było uprawnionych do oglądania meczu, zatem gdzie te 4 tysiące? Choroba? L4?

Biedna Pogoń, w sobotę przerżnęła z Legią 1:3 a w niedzielę świętowała obchody 65 rocznicy powstania klubu. Nie był to szczęśliwy wyjazd do Warszawy. Maskotka Gryfuś, która przyjechała wspierać Portowców nie pomogła. Swoją drogą przypomniały mi się występy na starej Legii, gdzie w trakcie przerwy latały dziewczyny, to była ciekawa rozrywka dla tych co nie stali w kolejce po kiełbaskę:

Cheerleaderki na starym stadionie Legii Warszawa

Więcej fotek dziewczyn na Hasao.pl

Na tle Lecha Poznań wyglądamy słabo, nie wiem kiedy Legionistom dojdzie do głowy informacja, że zostało parę meczy i każdy musi być zagrany na 150%. Nie można szykować się mentalnie do meczu z Lechem Poznań bo przed nim jest parę spotkań i po nim również. Z Lechem możemy przerżnąć pod jednym warunkiem, że wszystkie inne mecze zwyciężymy!

Zatem czekamy na mecz sezonu, Legia Lech, który wg. Terminarza Ekstraklasy odbędzie się w sobotę 18 maja. Ciekawe ile osób przyjdzie na Łazienkowską i czy będzie rekord frekwencji?

 
 Share on Facebook Share on Twitter Share on Reddit Share on LinkedIn

3 komentarze

  1. kris

    co do meczyku się nie wypowiadam ale kibice Pogoni wprowadzili pozytywną atmosferę na mieście i wspólne przyśpiewki w przekąskach-zakąskach mocno wieczorową porą dawały rade 😉

  2. takitam

    za długie, nie czytam

    • grawion

      heheheh… to jest blog a nie historyja obrazkowa 🙂
      a tak w ogóle to jest tylko 7270 znaków – do liczby znaków brane pod uwagę są także spacje i znaki interpunkcyjne 😉

Dodaj komentarz