Facebook Gplus RSS
Home Blog o Legii Ljuboja show! Korona z głowy spadła.
formats

Ljuboja show! Korona z głowy spadła.

Published on 20 sierpnia 2012

hat trick Ljubo„Mamy lidera, hej Legio mamy lidera!” tak śpiewała Żyleta, po 4 bramce dla Legii, którą strzelił obrońca Korony Paweł Stano, ale może zacznijmy od początku…

Grubo przed rozpoczęciem się spotkania kibice z Żylety trenowali nową legijna przyśpiewkę. Na początku ciężko było zrozumieć śpiewane słowa, lecz z czasem było coraz lepiej i co raz głośniej. Słowa są banalnie proste, melodia wpada w ucho. Wypada tylko podziękować autorowi, a innych muzykantów zachęcić do wymyślania jeszcze lepszych pieśni.

oto tekst i melodia:

Legia gra, a my śpiewamy
Race wciąż odpalamy
Głośny śpiew unosi nas
Na mistrzostwo nadszedł czas!

Jesteśmy wciąż niepokonani
Dumni i Legii oddani
Zabawa trwa, wpadamy w szał
Przyłącz się, nie zamulaj

tak wyglądał doping na Żylecie:

Jak zwykle przy okazji, gdy nasz stadion odwiedza Maciej Szczęsny (trener bramkarzy Korony) nasi kibice „czule” go witają. Tak było i tym razem. Nieco później przywitaliśmy także Vukovicia, jednak przywitanie to było zgoła odmienne, bo na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Na meczu zabrakło oprawy, lecz nie zabrakło pirotechniki w postaci petard i achtungów odpalanych po każdej ze strzelonych bramek przez Legię.

Początek meczu należał do Korony, która przez pierwsze 30 minut starała się prowadzić grę, dodatkowo kosząc naszych jak popadnie. To drużyna z Kielc popełniła pierwszy ostry faul już w 10 sekundzie meczu na Koseckim, a następnie oddała pierwszy strzał meczu pewnie wybroniony przez Kuciaka. Jednak od momentu, kiedy Kucharczyk wywalczył rzut karny, który pewnie wykorzystał Daniel Ljuboja to Legia zaczęła grać. Korona grała bardzo brutalnie (to domena tego zespołu) kopała, podcinała, nie trafiała w piłkę, lecz w nogi, popychała, ciągnęła za koszulki, słowem wszystko oby Legia nie mogła grać w piłkę. Miała oczywiście również na początku spotkania dużo werwy i energii ładnie tłamsząc Legię. Ale doczekała się tego, na co zasłużyła, pchnięcia Kucharczyka w polu karnym i rzutu karnego. Nikt nie miał złudzeń, że skończy się faulowanie.

Doskonale układała się współpraca pomiędzy Saganem a Ljubo, co zaowocowało bramkami nr 2 i 3, które również strzelił Ljuboja. Kolejną bramkę jak już wspomnieliśmy dołożył Stano, ale brawa tamtą akcje należą się: Vrdoljakowi i Saganowskiemu za podanie w pole karne i naciskanie kieleckiego obrońcy.

Pomimo braku kilku kluczowych zawodników, Legia pokazała wczoraj bardzo ładną zespołową grę. Wynik mógł być wyższy gdyż jak zwykle Sagan raził nieskutecznością (najwięcej strat – 13), a Ljuboja zamiast strzelać po raz 38 z rzędu na bramkę mógłby czasem podać. Uznanie należy się również Kuciakowi, który popisywał się pięknymi paradami, broniąc 6/6 strzałów gości. Obrona Legii nie popełniała wielkich błędów, w środku doskonale radził sobie Łukasik a później Furman. Janek Urban w końcówce meczu wpuścił nawet na boisko Michała Kopczyńskiego, który tym samym zadebiutował w Ekstraklasie.

Bardzo podobał mi się gest sędziego głównego, który w drugiej połowie przy 30 stopniach na boisku podyktował dla obu zespołów przerwę na piciu. To szczery, harcerski gest, których powinno być więcej. Może wprowadzenie w meczu przerwy technicznej na żądanie trenerów obu drużyn było by ciekawą sprawą, która mogłaby pozytywnie wpłynąć na oblicze piłki nożnej?

Legia i Korona zagrała bardzo ciekawy mecz. Niestety Korona zbyt brutalnie podeszła do spotkania i spuchła pod koniec pierwszej połowy a tak grałaby ładnie, bo jej zagrania, szybkie kontry na bramkę Kuciaka, podania i wolne mogły sprawić ładną niespodziankę. Na szczęście pazerność i waleczność wypompowała Koronę bardzo szybko.

Wynik sympatyczny, cieszy. Pokazuje, że nie tylko beniaminek Pogoń Szczecin oraz całkowicie nowy Lech Poznań  potrafią u siebie w pierwszej kolejce wysoko ograć przeciwnika. Cieszy, bo Legia, jako drugi zespół tak mocno skarciła Koronę. Cieszy, bo wszyscy to znają: niedziela, godzina siedemnasta, upał, nie każdemu chce grać się w piłkę. Cieszy, bo jesteśmy w czubie tabeli. Cieszy również, bo ten mecz był ważny przed czwartkowym spotkaniem z Norwegami, z Trondheim.

Bramki i sytuacje z meczu możecie zobaczyć na poniższym YouTubie:

Oczywiście następny mecz będzie arcytrudny, ważny i ciekawszy od spotkanka z Koroną. Tutaj już nie będzie ligowego niedzielnego spotkanka i stukania brameczek. Będą nerwy, ciśnienie, poobgryzane paznokcie i wypalona cała apteczka leków uspokajających, będzie tłumnie na Ł3 oraz krzykliwie. Walne zgromadzenie. Zapowiedź poniżej:

 
 Share on Facebook Share on Twitter Share on Reddit Share on LinkedIn

Jeden Odpowiedź

  1. Oby wiecej takich wpisow

Dodaj komentarz