Facebook Gplus RSS
Home Blog o Legii Mistrzowski mecz Mistrza Polski z byłym Mistrzem Polski
formats

Mistrzowski mecz Mistrza Polski z byłym Mistrzem Polski

Published on 4 czerwca 2013

Dawno nie śpiewałem „Piątka do zera trafiła Legia frajera!” Fajnie, że w sezonie 2012/13 było mi to dane, a tak w ogóle to podobny wynik zdarzył się wcześniej Polonii, która ograła 5:0 GKS Bełchatów oraz Koronie, która ograła Jagiellonię Białystok. Fajnie również, że w ostatnim meczu, na stadionie Legii przed „koronacją” padł taki wynik. Tak jak to często słyszałem, wynik 5:0 to wisienka na torcie, czy rehabilitacja za Puchar. 5:0 Legia Śląsk w 30 kolejce Ekstraklasy 2013r.No i rzeczywiście, dla mnie rehabilitacja za wszystkie złe i nieudane mecze, które teoretycznie Legioniści mieli w kieszeni, ale z dziwnych powodów zremisowali, czy nawet przegrali.

Warto było zrobić wszystko, by tego dnia być na stadionie. Atmosfera Mistrza Polski tłumiona przez ostatnie dwa remisy podgrzewana była w sieci i TV poprzez wywiady, porównania, relacje etc. Mecz był kompletny. Były w nim: mistrzowski szpaler witający Legionistów, Hat-trick wyśpiewany przez kibiców, wysoki wynik 5:0, kolejne zwycięstwo przy Łazienkowskiej, rzut karny,  meksykańska fala, piękna gra aktorska Koseckiego, latający Kuciak, Dickson Choto, którego pewnie wielu nie skojarzyło, farbowany lis Ljuboja, nawet bramka Kucharczyka, w którego nikt nie wierzył, czy Tomek Kiełbowicz, o którym już zapomniano. Był również wróg numer jeden, czyli Śląsk Wrocław, zbity na kwaśne jabłko, oraz powtarzająca się często tego dnia przyśpiewka: „Gdzie Twoje berło?, berło i korona? jest na Łazienkowskiej kurwo pierdolona”. Jednak motywem przewodnim w dopingowaniu oraz w ostatnich meczach był hit sezonu „Niepokonane miasto, niepokonany Klub…” o którym pisałem na blogu: Przyśpiewki Legionistów, pieśni, piosenki.

Ciekawą sprawą było zaśpiewanie hymnu Legii trzykrotnie podczas jednego spotkania. Zwykle śpiewany jest zawsze na początku przed gwizdkiem sędziego. W meczu 30 kolejki Ekstraklasy prócz początku, wyrwało się Żylecie spontaniczne „Mam tak samo jak Ty…” gdzieś chyba w połowie spotkania. Wyszło naprawdę słabo, Żyleciarze zaśpiewali niezbyt głośno, ale pełen tekst. Reszta stadionu słabiej i z pomylonym, krótszym tekstem. Na samym końcu, trzeci raz, zaintonowana była piosenka z głośników i już wtedy wszyscy pięknie jednym głosem. Bardzo mi się to podobało i oczekuję, że nieoficjalny hymn Legii będzie śpiewany częściej.

Kolejnym aspektem, który wpłynął na moc tego spotkania była oprawa. Była obiecana i omawiana wcześniej na różnych stronach związanych z Legią Warszawa. Oprawa na cztery trybuny! Takiej oprawy jeszcze nie było w Polsce! brzmiały dumnie powtarzane hasła. Wyglądało to tak:

Habemus Campione oprawa Legii na cztery trybuny

Fot. JP85.pl

Habemus Campione Legia Śląsk 5:0

fot. Hagi dla Legionisci.com

Balony, serpentyny i konfetti. Wszystko to zaśmieciło murawę, ale najpierw wszyscy musieli nadmuchać te baloniki, co wyglądało słabo. Jak zwykle z perspektywy kibica oprawa wyglądała średnio. Ta z balonami nawet bardzo słabo i tanio, niczym pójście na łatwiznę. Ciekawy jestem jak to odbierają ludzie, którzy widzieli to wyłącznie na fotkach czy w telewizji? Jednak wraz z większością  znajomych stwierdziłem, że huk pękających kilkudziesięciu tysięcy balonów jest niesamowity! A efekt na zdjęciach wygląda o niebo lepiej niż z poziomu trybuny.

Oczywiście nie obeszło się bez rac i duszącego dymu wypuszczonego z żylety. To miało być fajne i efektowne? Smród chyba nie wszystkim się podobał. Wstrzymał mecz na dobrych kilka minut a czarne kawałeczki sadzy ze świecy dymnej rozniosły się po białych ubraniach kibiców.

Kibice Legii Wybrali Nowego Papierza

A tak to wyglądało od środka:

Zadymienie na Żylecie

Jeszcze race można przeżyć. Śmierdzą i dymią, to oczywiste, ale cieszy fakt, że są one wyłącznie elementem widowiska. Dają światło a nie służą, jak niedawno, jako wypalarki murawy, krzesełek, czy element, który doleci do trybuny przyjezdnych. Nic nie mówi się jednak  o konsekwencjach i o ewentualnych karach. Bo nie wszystko było przecież tak jak należy:

Race kibiców Legii na kamerach

Fot. Hagi dla Legionisci.com

Może by nie psuć atmosfery, może ktoś już gdzieś to załatwił po cichu? Nie wiem. Pewnie wszystko w swoim czasie wyjdzie jeśli chodzi o temat rac i zadymienie stadionu. Dla mnie było świetnie i nic mi nie przeszkadzało. Widziałem tylko jak dziesiątki telefonów kręcą filmiki i pykają sweet focie. Czyli podobało się.

W czasie meczu doping był niekiedy bardzo głośny to zapewne podziałało nie tylko na Legionistów i kibiców znajdujących się na stadionie. Niespodziewanie, z dachu spadła wrona… niby nic, ale ptak naprawdę miał ciężkie lądowanie i nie mógł się ruszać:

Wrona na murawie

Mecz nie został przerwany, prócz krzyczących kibiców widział to tylko Piotr Ćwielong ze Śląska Wrocław, ale chyba gość nie wiedział jak się zachować i w końcu chłopak z boku boiska zlitował się nad biednym ptakiem i uratował go, dostając gromkie oklaski. Mógł się poczuć jak bohater.

Legia Warszawa grała rewelacyjnie. Wynik przepiękny na koniec sezonu, nikt nie marzył przecież o takim pożegnaniu. Wystarczyłoby 2:0 czy nawet 3:0. Legioniści mieli świetną zabawę i cały czas dominowali na boisku. Taka gra cieszyła oko. Śląsk miał swoje ze dwie sytuacje, nie poddawał się mimo niekorzystnego wyniku. Na koniec oczywiście były medale dla Śląska Wrocław za zajęcie trzeciego miejsca. Potem Legioniści dostali medale i w ruch poszły puchary:

Świętowanie Legionistów

Fot. Kuba Atys Agencja Gazeta

Podczas oczekiwania na medale nasz kochany spiker Włodzimierz Hadaj zaprosił wszystkich po meczu na świętowanie na… Starówce. Wywołało to uśmiech kibiców i oczywiście skandowanie cała Legia na Starówkę. Poprawiał się wielokrotnie, mówiąc, że feta będzie na Agrykoli. Mimo to autobus dojechał aż pod Kolumnę Zygmunta… ale to w następnym tekście, już wkrótce.

NIEPOKONANE MIASTO! NIEPOKONANY KLUB! TYSIĄCE FANÓW TWYCH ZWYCIĘSTWA PRAGNIE DZIŚ WIĘC ZAŚPIEWAJMY ZNÓW…

 
 Share on Facebook Share on Twitter Share on Reddit Share on LinkedIn

2 komentarze

  1. Keebeec

    Przypadkowy poprzedni mistrz zbity przez właściwego 🙂
    A poza tym to dobre spostrzeżenia.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz