Facebook Gplus RSS
Home Blog o Legii Nie ma Legii bez Żylety? Mistrz jesieni, przewaga w tabeli Ekstraklasy, Ljuboja królem strzelców.
formats

Nie ma Legii bez Żylety? Mistrz jesieni, przewaga w tabeli Ekstraklasy, Ljuboja królem strzelców.

Published on 31 grudnia 2012

Żyleta od września opustoszała. Z dnia na dzień. Nie ma jej. Przestała istnieć. Niczym dżuma na przełomie XIII i XIV wieku, która wybiła ponad 80% ludności populacji i spowodowała nieodwracalne zmiany w kulturze i polityce, zjawiła się i skutecznie wymiotła żyleciarzy, ultrasów, kiboli, czy po prostu Legionistów.

Na pierwszy rzut poszli najtwardsi heretycy ITI. To oni namawiali współpobratymców do zaprzestania współpracy z klubem na Łazienkowskiej. Potem poszła za nimi cała ferajna, jak tornado, zbierając negatywne komentarze na wszelkich internetowych kanałach informacyjnych. Wszelkimi możliwymi środkami zebrali się. Mędrcy spisali główne zarzuty i umieścili je w sławnym rękopisie o nazwie Postulaty Grup Kibicowskich Legii Warszawa i stało się.

Jest cisza na stadionie, nie ma chóralnego wrzasku oraz euforycznych śpiewów, rytmicznego bębna. Nikt już nie nadaje przez szczekaczkę. Nie ma świetnej współpracy na „dwa głosy” pomiędzy trybuną zwaną Ultras a resztą stadionu. Nie ma już klimatu, który dawał moc legionistom a karcił i zadziwiał wychodzących na murawę przeciwników.

Jest wyrwa…. pustka.

W tej chwili nie wchodzi się już jak do świątyni, nie ma kibicowskiej fortecy. Nie fetuje się wyników. Nie ma również pięknej jak zawsze oprawy, starannie przygotowanej, dzięki której Legia ma wyrobiony szacunek i respekt. Nie ma huku petard i rac wypalających murawę oraz zadymiających stadion. Nie ma konfetti i serpentyn, które niejednokrotnie wstrzymywały mecze przedłużając piekielnie elektryczną atmosferę czy zmuszały bramkarzy do odgrzebywania się w papierach. Nie ma kordonu ochroniarzy wychodzących na kilka minut przed zakończeniem meczu przyjmujących na siebie niejednokrotnie śnieżki z nieodśnieżonej przecież trybuny, samoloty, petardy i inne niezidentyfikowane przedmioty.

Nie ma przede wszystkim białej ściany ludzi, którzy przyszli wcześniej na stadion nie tylko by ominąć kolejki i trzepanie na bramkach, ale by wymienić poglądy, pogadać ze znajomymi, których zawsze gdzieś tam znajdą. Te kilka tysięcy przychodziło również by pośmiać się z piłkarzy, obejrzeć spotkanie, no i oczywiście pośpiewać. Uczestniczenie w spektaklu, którym jest mecz piłkarski Legii Warszawa przy ulicy Łazienkowskiej to nie przyjście na stadion i oglądanie najlepszego zespołu Ekstraklasy. To nie koncert, gdzie wypija się parę piwek, posłucha muzyczki, potupie nóżką i wróci do domu. To nie kino z reklamami i popcornem. To pełne zaangażowanie, to emocje, to również uniesienia, zachwyty, to nienawiść i złość. To przedstawienie, w którym się uczestniczy a nie mierny film do oglądania.

Jak mylą się wszyscy Ci, którzy porównują polską Ekstraklasę do innych niby lepszych lig, Ci którzy pewnie nie byli nawet na meczu swoich ukochanych drużyn. Wie o tym każdy, kto widział co ponad siedem tysięcy gardeł potrafi zrobić z przeciwnika, weźmy np. taki mecz z Ruskimi (Spratak Moskwa). Oni myśleli, że przyjadą do jakiegoś zaścianka, gdzie kopie się w piłkę a dostali potężnie po pyskach od piłkarzy, a przede wszystkim od wszystkich co byli na stadionie. Od kibiców co tego dnia stworzyli razem z piłkarzami spektakl, trzymający w napięciu thriller z happyendem. Czuć było emocje w każdym centymetrze ciała.

Walka na murawie i na stadionie trwała zawsze bezapelacyjnie. Razem dla jednego celu.

Jeśli chciałby ktoś pójść na Legię i zobaczyć czym jest mecz i wspaniała atmosfera, to niestety nie trafił w dobry okres. Teraz jest bunt i wielki sprzeciw. Bojkot, który mimo, że nie wszystkim pasuje jest podtrzymywany. Można się zastanawiać komu to się bardziej opłaca. Bo chyba nie kibicom, którzy od dawna skręcają się z ciśnienia i chcieliby upuścić emocje wyrażając się na Łazienkowskiej?. Ile można oglądać swój ukochany klub w telewizji czy na kulejących pirackich internetowych playerkach? Chyba również nie klubowi, który skręca się z ciśnienia napierającego na pustą kasę, bo jedna czwarta przychodu z biletów gdzieś dawno odleciała. Nie ma sensu wgłębiać się w niesnaski tych, co czują się urażeni nad tymi co obrażają. Polacy to taki naród, gniewny, buńczuczny, wyrażający zawsze swoje opinie przekuwając je w emocje. Niech kłócą się ci, którym na tym zależy, my Kibice jesteśmy wolni od tych problemów. Chodzimy na mecze również i głównie dla uwielbianej przez nas drużyny a nie polityki. Nie gniewamy się i nie obrażamy.

Tymczasem zacierajmy rączki, bo Legia Warszawa jest mistrzem jesieni. Każdy mecz na Łazienkowskiej był ciekawy jeśli chodzi o sportowe emocje. Legia ma mocny skład, poukładany, z dwoma zawodnikami na czele tabeli strzelców. Może coś przyjdzie, może coś odejdzie. Wróci Pan Saganowski do krwiobiegu, który jeśli utrzyma formę będzie chyba najlepszym wzmocnieniem.

Jak to śpiewają?… „Nie ma Legii bez Żylety” nie sprawdza się. Od szóstej kolejki mecze na stadionie przy Łazienkowskiej wyglądają inaczej, ale są i będą niezależnie od tego czy komuś się chce bojkotować czy nie. Tabela nie kłamie.

Na koniec filmik z przesłaniem:

 
 Share on Facebook Share on Twitter Share on Reddit Share on LinkedIn

Dodaj komentarz